Czy da się zrobić krem z rocznym prawie dzieckiem?

Da się. Po prostu trzeba działać dużo szybciej niż dziecko 🙂

Po pierwsze szybki przegląd lodówki.

Teraz dopracowujemy recepturę trochę dokładniej.

Muszę zebrać podstawowe informacje co i jak i spisać czego już się nauczyłam w oddzielnym poście. Pierwsze przymiarki już poczyniłam ale pewnie jeszcze trochę wody upłynie zanim to się uda.

Oto co mi wyszło tym razem:

Faza tłuszczy:

  • olej ryżowy 10%,
  • olej z pestek arbuza 10%
  • biobaza emulgująca (2-8%) tu 6%
  • lanolina 4%

Faza wodna:

  • hydrolat różany 30%
  • woda destylowana 30%
  • gliceryna 5%

Faza dodatków:

  • vit a+e 3%
  • vit c 2%

Na moje oko 100% wychodzi 😉

Dodatkowo konserwant dha w zależności od tego ile nam wyszło objętościowo, jeżeli chcemy przedłużyć trwałość kremu z 2 tygodni do 3 miesięcy.

Etap kolejny to przygotowanie składników i uziemienie ewentualnych pomocników.

Od tej chwili musimy już działać szybciej niż przeciwnik 🙂

Zabawa w ważenie. Do jednej zlewki tłuszcze, do drugiej składniki wodne lub rozpuszczalne w wodzie. Oba naczynia do gara i na ogień. Podgrzewamy tylko do chwili aż się wszystko rozpuści.

Dodajemy tłuszcze do wody jednocześnie mieszając spieniaczem do mleka bez sprężynki. Studzimy. Na koniec dodajemy witaminy i konserwant. I pakujemy do słoiczków. I tu muszę przyznać zapomniałam o zdjęciach.

Ten przepis to kolejna wariacja na temat mojej ulubionej receptury. Zawsze mnie podkusi, żeby coś zmodyfikować… Ten kremik nieco bogatszy i trochę bardziej tępy, o ile tak się mówi o kremie 🙂 Pierwotnie robiłam bez lanoliny. Hydrolat z wodą destylowaną pół na pół ale pachnie super. Fajny wyszedł, też mi pasuje, ale następny muszę zrobić bez modyfikacji wreszcie.

Podsumowując: Da się z dzieckiem ale można złapać zadyszkę. No cóż jak nie ma innego wyjścia, to da radę 😉

Related posts:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *