Rezerwat Dzikich Dzieci

Do rezerwatu nie dotarliśmy w zeszłym roku, ale w tym prawie na otwarcie 🙂


Miejsce warte polecenia. W samym centrum Lublina.
Przypomniały mi się stare dzieje, piaskownica u babci i zakradanie się po deszczówkę, żeby zrobić błotko i budowanie domków z cegieł na osiedlowej budowie. Od czasu do czasu przeganiał nas stróż, ale domków nie psuł 😉
W Rezerwacie dla starszaków poważniejsze zabawy (od 7 lat). Dzieciaki budują bazy, domki na drzewie i co tam jeszcze wymyślą. Mają rękawice ochronne i legalny dostęp do poważnych narzędzi- piły, młotki i cała reszta. Nawet nie przypuszczałam, że można to dzieciom już dać do zabawy. Podczas naszego pobytu karetki nie wzywano więc chyba nie jest tak źle. Rodzice nie wchodzą na teren Rezerwatu, są tam tylko playworkerzy. Nie narzucają się. Dziewczyny zabawa pochłonęła na cały czas naszego pobytu tam. Nie miały czasu ani na chwilę podejść do płotu.


My na ten czas zadekowaliśmy się z maluchami w kuchni błotnej.

Super zabawa. Piach, woda na legalu, garki i inne gadżety kuchenne. Stara mikrofala, chlebak i inne gadżety kuchenne to czym bawić się było najfajniej, ale takiego wypasu nie pamiętam. Tylko łyżki nagminnie wynosiliśmy do piachu. Pamiętam, jak zrobiliśmy weki obrywając zielone pomidory z babcinego ogródka. Przetwory na zimę ważna rzecz przecież. Nawet bardzo nam się za to nie oberwało. Babcia miała anielską cierpliwość. Pamiętam jak kroiliśmy frytki, żeby je smażyć na ognisku. Cały gar. Nie pamiętam co się z nimi stało.
W strefie dla rodziców dostępne leżaki, kawę trzeba przynieść swoją. Całkiem przyjemnie można spędzić tam czas.

Jakby komuś zalegało jakieś drewno albo inne graty to można je tam przekazać, na pewno się dzieciom przydadzą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *