Smarowidła

Ojojoj, ale zaniedbany blog…

Rzeczywistość mnie dogoniła… ale jeszcze walczę i tak oto w międzyczasie powstały dwa kremy. Przepisy kombinowane trochę, żeby nic się nie zmarnowało. Ilości dostosowałam do kluczowych składników, ale o dziwo oba wyszły. To moje drugie podejście do emulgatora MSG, ale pierwsze udane 🙂 Konsystencja wyszła super.


Pierwszy kremik bardziej tłusty, cięższy. Wersja zimowa 🙂 Trochę zielonkawy kolorek dał olej z konopii. Drugi to bardziej nawilżające smarowidło. Oba pachną bosko, bo powstały na wodzie różanej.
Takie domowe laboratorium kremowe to fajna zabawa polecam każdemu; ma tylko jeden minus 🙂 Odkąd sama zaczęłam się babrać w kremach, nie kupiłam już żadnego gotowego. Bywa więc tak, że krem się skończy a mnie brak czasu i czekam na wolną chwilę. W między czasie wykorzystam przynajmniej wszystkie uzbierane próbki i podbieram kremy dzieciom, ale może to też zaleta, przynajmniej się nie przeterminują 😉
A z moimi kremami jest tak mniej więcej jak z moim gotowaniem, zawsze coś zmienię w przepisie. Inaczej nie byłabym sobą.
Gotowe przepisy na zdjęciach. Jak zrobić? Prawie jak maffinki: olejowe osobno połączyć, wodne osobno, na koniec wymieszać z dodatkami 😉

Smacznego 😉

Edit: o przepisie zapomniałam oczywiście…

Related posts:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *